O autorze
Dziennikarz z zamiłowania od 17 roku życia. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Wcześniej związany z "Pressem" i "Faktami" TVN. Kocham nowe technologie i politykę.

Kto boi się głosowania przez internet?

Na dzisiejszej konferencji prasowej Ruch Palikota ma zaprezentować szczegółowe założenia projektu ustawy w sprawie głosowania przez internet. Projekt w słusznym kierunku, bo mógłby w sposób znaczący poprawić frekwencję. Pewne szanse na jego przeforsowanie są, bo przed rokiem o takiej możliwości wspominali przedstawiciele Platformy Obywatelskiej. Tyle, że wtedy trwała kampania wyborcza. Dzisiejsze sondaże pokazują, że rządząca partia niekoniecznie skorzystałaby na takim rozwiązaniu.

Choć mieszkam od siedmiu lat w Warszawie, to nie jestem tu zameldowany, tylko w Starachowicach. Za każdym razem, kiedy są wybory, to muszę w odpowiednim czasie wypisać się z tamtego spisu wyborców. Mogę zrobić to w jednym z warszawskich urzędów z większym wyprzedzeniem lub z mniejszym – w rodzinnych Starachowicach. Zawsze zdążę na czas, ale wielu moich młodych znajomych zapomina o takiej możliwości. Nie głosują w ogóle. Tak było na przykład w 2005 roku, kiedy wybory parlamentarne wygrało Prawo i Sprawiedliwość, a prezydenckie Lech Kaczyński. Co ciekawe w sondażach prowadziła wtedy PO i Donald Tusk. Jak to możliwe? Być może wielu moich rówieśników – przedstawicieli wyżu demograficznego – po wyjeździe na studia nie dopełniło formalności.



W tamtych latach to PO mogła liczyć na największe poparcie wśród młodego elektoratu. Dziś role się odwróciły. Satyryczna akcja „Schowaj babci dowód” obróciłaby się przeciwko Platformie, bo seniorzy chętniej wybierają to ugrupowanie niż PiS. Niedawno MillwardBrown SMG/KRC przygotował dla RMF FM badanie odnośnie sympatii politycznych wyborców w przedziale wiekowym 18-24 lata. Platforma zajęła dopiero czwartą pozycję (15 proc.) za Ruchem Palikota (20 proc.), Kongresem Nowej Prawicy (22 proc.) i PiS (24 proc.). Jeśli przyjmiemy, że z głosowania online skorzystaliby przede wszystkim młodzi, to partia Donalda Tuska mogłaby się znaleźć w tarapatach. Dlatego obawiam się, że wygra polityka i projekt Ruchu Palikota nie przejdzie. Chyba, że stanie się cud i rozwiązanie poprą inne ugrupowania. Tyle, że utrzymanie status quo może kusić SLD i PSL. Obie partie mogą liczyć raczej na stały elektorat. Naruszenie status quo mogłoby im zaszkodzić.

Co ciekawe propozycja kusi niektórych posłów PiS. Na przykład Marcina Mastalerka, z którym rozmawiałem na potrzeby materiału dla Supertacji. Nie mówi nie pod warunkiem, że system e-głosowania byłby należycie zabezpieczony. Podkreśla, że na szerszym udziale młodych w wyborach PiS mógłby tylko zyskać. Problem w tym, że to pojedynczy głos. Poza dziś internet to nie tylko młodzi. Obawiam się, że zwycięży konserwatyzm. Jeszcze dwa miesiące temu Maks Kraczkowski, także z PiS apelował o zbadanie doniesień o rosyjskich serwerach Państwowej Komisji Wyborczej. Według raportu, który otrzymał od osób powiązanych ze służbami specjalnymi, rosyjskie serwery mogły mieć wpływ na wynik wyborczy w naszym kraju. W przypadku wyborów internetowych groziłaby nam lawina takich spekulacji. - Jeszcze nie tak dawno część ludzi w Wielkiej Brytanii uważała, że bardzo niebezpieczne są maszyny parowe. Część ludzi uważała, że niebezpieczne są automobile i kazała ludziom przed automobilem chodzić z chorągiewką. Głosowanie przez internet absolutnie nie niesie żadnego zagrożenia tak samo, jak nie niesie przelewanie własnych pieniędzy w formie elektronicznej, a płacimy codziennie w ten sposób - przekonywał mnie Andrzej Rozenek, rzecznik Ruchu Palikota.
Trwa ładowanie komentarzy...