O autorze
Dziennikarz z zamiłowania od 17 roku życia. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Wcześniej związany z "Pressem" i "Faktami" TVN. Kocham nowe technologie i politykę.

Polska polityka to „Dzień świstaka”

Jeszcze miesiąc temu wydawało się, że era Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej dobiega końca. Prezes Jarosław Kaczyński już był w ogródku, już witał się z gąską. A tu nagle trotyl i całe pasmo ostrych wypowiedzi Prawa i Sprawiedliwości. Na dzisiejszej Radzie Krajowej PO Donald Tusk miał się czym pożywić. Nie musiał przedstawić rewolucyjnych reform, by żyło się lepiej. Wystarczyło, że zacytował wszystkie kontrowersyjne wypowiedzi prawicy z ostatnich tygodni.

Polska polityka przypomina film „Dzień świstaka” z 1993 roku. Jego główny bohater, prezenter prognozy pogody przyjechał do małego miasteczka, aby relacjonować lokalne święto. Następnego ranka stwierdził, że znów zaczął się ten sam – poprzedni dzień. Dzisiaj widziałem Donalda Tuska na tle kolorowych i optymistycznych zdjęć. Nawiązywały do dobrej koniunktury, Euro 2012, czy inwestycji drogowych. W 2010 roku byłem na konferencji w Kancelarii Premiera. Donald Tusk wystąpił na tle bardzo podobnych zdjęć. Wtedy w całej Polsce można było znaleźć bilbordy z odmłodzonym o dwadzieścia lat premierem i hasłami „Nie róbmy polityki, budujmy mosty”, „Polska w budowie”. Szkoda, że PR-owcy rządzącego ugrupowania nie potrafią wymyślić czegoś nowego. Być może mogą, ale po co? Po co reformować i rozwiązywać problemy, np. mieszkaniowe młodych Polaków? Po co pracować nad poprawą sytuacji w służbie zdrowia? Po co zreformować szkolnictwo wyższe, które produkuje bezrobotnych politologów?



Mamy opozycję, która sama dostarcza politycznych materiałów wybuchowych rządowi. Donald Tusk może wyjść i ją wypunktować. - Gdy dziś słyszymy, że ktoś chce polować (...) na homoseksualistów, na Żydów, na nie-Polaków albo (...) mówi, że kobieta zgwałcona ma obowiązek rodzenia dzieci i że do więzienie trafią ci, którzy nie wierzą w zamach smoleński, to ja chcę powiedzieć, że PO jest po to, żeby te groźby nigdy nie stały się faktem - mówił dziś (cytat za Gazeta.pl). Jeszcze miesiąc temu takie zarzuty nie byłyby aktualne, bo PiS debatował o zdrowiu, czy rynku pracy. Po raz pierwszy od lat miał realne szanse na przejęcie władzy. Wystarczyło mieć cierpliwość i odejść od retoryki smoleńskiej. Wtedy więcej Polaków uwierzyłoby w hasło „Alternatywa”. Ba, w to hasło mogliby uwierzyć już w 2010 roku po przegranych niewielką różnicą przez Jarosława Kaczyńskiego wyborach prezydenckich. I wtedy i teraz mieliśmy do czynienia z „Dniem świstaka”. Nie po środkach uspokajających, ale po chwilowym przebudzeniu prezes PiS znów zasnął i znów obudził się poprzedniego ranka.

Dziś głównymi problemami Polski nie są politycy PiS, którzy mówią ostrym językiem. Nie jest problemem były poseł Artur Zawisza, który grozi „zakazaniem parad pederastycznych”. Problemem są młodzi ludzie, którzy coraz częściej mają poczucie wykluczenia. Ludzie, którzy mogą całe życie przepracować na śmieciowej umowie i słono płacić za wynajmowanie mieszkania. Ta grupa ma olbrzymie uczucie zawiedzenia polityką. Nie widzi swojej reprezentacji politycznej ani w prawicowych, ani w lewicowych partiach. Gdyby dzisiaj odbyły się wybory, to nie zagłosowałbym na żadną partię. Nie widzę, żeby Platforma była szczególnie zainteresowana rozwiązaniem tych problemów. Rozwiązań nie dostrzegam też w propozycjach PiS-u i lewicy. Kłanianie się związkom zawodowym zdałoby się na niewiele, bo dziś większość młodych ludzi pracuje w małych firmach, w których takie związki w ogóle nie działają. Problemów młodych nie rozwiąże zdjęcie krzyża w Sejmie, legalizacja aborcji, czy refundacja in-vitro. Eksponowanie tych szczególnie istotnych dla lewicy postulatów i awantury Smoleńskie powodują, że „Dzień świstaka” trwa. Czy znajdzie się ktoś, kto go przerwie?
Trwa ładowanie komentarzy...