O autorze
Dziennikarz z zamiłowania od 17 roku życia. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Wcześniej związany z "Pressem" i "Faktami" TVN. Kocham nowe technologie i politykę.

Waldemar Pawlak przegrał przez taśmy

Cztery miesiące temu bardzo zaskoczyło mnie, że na twarzy Marka Sawickiego, który podawał się do dymisji można było zauważyć uśmiech. W tym samym czasie Waldemar Pawlak sprawiał wrażenie smutnego i przestraszonego. Nie cieszył się, że z gry wypadł potencjalny rywal w jesiennej walce o prezesurę w Polskim Stronnictwie Ludowym. Zemsta jest słodka i mam wrażenie, że były minister rolnictwa domyślał się, czym skończy się opublikowanie słynnych taśm. Nowy prezes PSL od wielu miesięcy mówił, że Ludowcy nie mogą pozwalać na pomyje, które są na nich wylewane przez ostatnie miesiące.

- Kamera nagrywała, nie ja - mówił na konferencji prasowej tuż po opublikowaniu taśm dotyczących spółki Elewarr Władysław Serafin. Szef kółek rolniczych nie wziął się znikąd – uchodził za człowieka Waldemara Pawlaka. Tego samego Pawlaka, któremu minister Sawicki w poprzednich miesiącach deptał po piętach. Jego pozycja w PSL-u rosła i miał realne szanse, aby pokonać wicepremiera na listopadowym kongresie. Słynne taśmy nieoczekiwanie przerwały karierę ministra. - Pawlak to człowiek honoru, jeśli coś zapowiedział, to pewnie tak zrobi - mówił o dymisji wicepremiera w TVN24 tuż po wyborze Janusza Piechocińskiego na prezesa PSL-u były minister rolnictwa. Nie chciał zdradzić, na kogo głosował. Nazwał to słodką tajemnicą. Niedoszły trzeci kandydat na pewno znacząco zmieniłby wyniki głosowania. Niewielka różnica głosów pokazuje, że raczej wygrałby Pawlak.



Frakcja - wciąż jeszcze - wicepremiera przyjęła dosłownie z płaczem wynik głosowania. Sam Pawlak zapowiedział dymisję, publicyści kreślą różne scenariusze na temat przyszłości koalicji. Nie widzę powodów do dramatyzowania, bo Janusz Piechociński w mediach uchodzi za eksperta. Dziennikarze go lubią, bo ma wiedzę o infrastrukturze, nie boi się plotkować, jest dostępny na każde ich zawołanie. Nie unikał kamer w najtrudniejszych dla jego ugrupowania chwilach. Tuż po wybuchu afery taśmowej. Na tym tle Waldemar Pawlak prezentuje się dość swojsko. Nie zapomnę majowego otwarcia odcinka autostrady A2 koło Grodziska Mazowieckiego. Zjechali tam dziennikarze i dyplomaci z dalekich Chin i Afryki. Wicepremier przebrał się w fartuch i rozdawał reporterom grillowane mięso. - Może Superstacja spróbuje polskiej wołowiny? – pytał. Akcja miała na celu "grillowanie złych emocji w polityce". Potem chodził z tabletem i próbował nawiązać połączenie z internetem, aby porozumieć się na Skype z kolegami. „Łączymy się z konwencją PSL w Rzeszowie” – mówił i niczym realizator telewizyjny pokazywał partyjnym kolegom poszczególne elementy festynu.

Pawlaka zapamiętam też z konferencji prasowej w sejmowej sali 101 na dwa dni przed przyspieszonymi wyborami prezydenckimi. Tymi samymi, w których uzyskał mniej głosów niż Janusz Korwin-Mikke. Rozdawał wtedy tort dziennikarzom. – Pan od techniki telewizyjnej tak niepozornie wygląda, więc proponuję tort – mówił. Dobrze zbudowany operator, z którym byłem na zdjęciach wyraźnie się oburzył. – Nie jestem panem od techniki, tylko operatorem obrazu – powiedział wicepremierowi. Takiej swojskości może brakować nowemu szefowi PSL-u. Chociaż pewne cechy wspólne między byłym i obecnym prezesem są. Piechociński w kampanii przed kongresem rozdawał reporterom grzyby.

Z wyboru nowego prezesa cieszą się działacze i sympatycy PiS. - Janusz Piechociński nowym Prezesem PSL , to bardzo dobra informacja - napisał na Facebooku jeden z nich. Liczą, że ta zmiana doprowadzi do poważnych zgrzytów w koalicji. Nowy prezes chce, żeby Waldemar Pawlak został w rządzie, ale nawet rzecznik prasowy PSL twierdzi, że wicepremier nie rzuca słów na wiatr. Dymisja jest więc prawdopodobna, ale nie jest pewna. W ostatnim roku Waldemar Pawlak przyzwyczaił dziennikarzy do reżyserowania prawdziwej opery medialnej z wieloma zwrotami akcji. Mam tutaj na myśli kwestię poparcia PSL-u do reformy emerytalnej. Każdy domyślał się, jakie będzie zakończenie, a mimo to wszyscy relacjonowali telenowelę. Przed siedzibą partii przy ulicy Kopernika w Warszawie spotkałem wtedy wieloletniego działacza ludowców. - Oczywiście, że oni to pod publikę robią. Chłopy mają to w genach, kombinują tak od XIX wieku i zawsze im się udaje - mówił. Nie zdziwiłbym się, gdyby słowa o dymisji i łzy stronników Pawlaka też były pod publikę. Po to, aby coś ugrać w partii.
Trwa ładowanie komentarzy...